poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 2

W moich słuchawkach właśnie leciała piosenka Lady Gagi „Alejandro”. W pewnym momencie usłyszałam głos stewardessy , więc zdjęłam słuchawki, by dokładniej słyszeć co mówi.
- Drodzy pasażerowie. Za kilka minut podchodzimy do lądowania. – odezwała się kobieta.
Szturchnęłam Jess, żeby ją obudzić, ale jak to z nią bywało, łatwo nie było. Nie mogłam jej dobudzić. W końcu wpadłam na pewien pomysł. Wzięłam butelkę wody i zaczęłam oblewać jej twarz. Brunetka momentalnie się przebudziła a jej oczy były minimum dwa razy większe niż normalnie.
-No, w końcu wstałaś. – powiedziałam z dumą w głosie i wielkim uśmiechem na twarzy.
-Już lądujemy? – spytała odwzajemniając uśmiech.
-Z tego co mówiła stewardessa to za kilka minutek.
W końcu wylądowałyśmy. Zabrałyśmy swoje bagaże i poszłyśmy do centrum handlowego. Tam właśnie miał czekać na nas chłopak. Nie wiedziałyśmy jak wyglądał, więc to on miał nas znaleźć.
Poszłyśmy do Milkshake City. Jessica udała się po napoje a ja na nią czekałam . Kiedy wróciła do stolika zauważyłam, że trzyma w ręku tylko jeden kubek. Dodatkowo tylko dla siebie.
-Nie ma tak dobrze młoda panno, wracasz się. –powiedziałam jej gestykulując, żeby poszła.
Ona ruchem ręki dała mi do zrozumienia, że mam iść z nią. W końcu co mi szkodziło. Poszłam. Ustawiłyśmy się w kolejce za jakimś wysokim brunetem. Kiedy ten odebrał swoje zamówienie gwałtownie się odwrócił i strącił shake’a, którego Jessica trzymała w ręce wylewając go na siebie.
-Weź trochę uważaj. Przez ciebie mam całą brudną bluzkę. –zaczął mówić koleś z pretensją  i uniesionym tonem głosu, ale kiedy tylko dokładnie zobaczył twarz Jess, ucichł i przerosił za to, że się uniósł. Chyba wpadła mu w oko.
Przynajmniej dobrze, że nie zrobił afery, bo to nie byłby najprzyjemniejszy pierwszy dzień w Londynie. A tak prawdę mówiąc to był nawet ładny.
Piłyśmy swoje napoje, kiedy nagle usłyszałam coś co mnie zaciekawiło. Karaoke. Kocham śpiewać, wiec nawet nic nie mówiąc Jess udałam się tam. Jessy wiedziała o co mi chodzi.
Poszłam tam i weszłam na scenę. Zaczęłam na cały głos wołać Jessicę. Ona zakryła twarz rękoma i udawała, ze mnie nie zna.
Wylosowano mi piosenkę Katy Perry ‘Wide Awake’.  Chwyciłam mikrofon w rękę i zaczęłam śpiewać. Ludzie zaczęli się uśmiechać i klaskali w rytm muzyki. Za to właśnie kochałam śpiew. Uwielbiałam być na scenie i wywoływać uśmiech na twarzach innych.
***OCZYMA JESSICI***
Siedziałam blisko sceny i słuchałam jak Victoria śpiewa. Podziwiałam ją za brak stresu na scenie. Ja zawsze kochałam tańczyć, ale nie potrafiłabym wyjść z tym przed tłum ludzi.
Zauważyłam, że koło mojego stolika stoi jakiś chłopak.
-Jessica? –spytał. Zamurowało mnie.
-Tak, a ty jesteś..? – spytałam bruneta.
-Harry. Miło Cię poznać i ładnie wyglądasz. – przedstawił się zielonooki i podał mi rękę na przywitanie.
-Czyli to ty jesteś moim bratem? –może to trochę dziwnie zabrzmiało, ale co innego powiedzieć w takiej sytuacji?
-Dokładnie. Nie miałaś czasem przylecieć z przyjaciółką?
-Miałam i jestem. –powiedziałam chowając się, bo Vicky kończyła już śpiewać i biegła w moją stronę.
-O, hej. Jestem  Victoria. Jestem przyjaciółką Jessici. –przedstawiła się podając mu rękę.
Uważnie jej się przyglądał. 


- Cześć. Jestem Harry, brat Jessici. Miło Cię poznać. – powiedział. – W takim razie możemy już jechać do domu?- kiwnęłyśmy twierdząco głowami.- Tylko zadzwonię po chłopaków, że mają tu przyjść, bo znów ich zgubiłem. Z nimi to po prostu się nie da nigdzie wyjść. Każdy w swoją stronę. – wyjął telefon i zadzwonił do każdego po kolei.
Pierwszy zjawił się niewysoki blondyn.
-Cześć dziewczyny. Jestem Niall. Miło was poznać.- przywitał się miło.
Wydawał się być naprawdę miły. Miał przyjemny wyraz twarz i był cały czas uśmiechnięty. Podejrzewam, że Vicky od razu go polubiła. Zawsze ja ciągnęło do takich ludzi.
Następnie przyszedł szatyn z brunetem.
-Cześć śliczne. Ja jestem Zayn a to Liam.
-Miło was poznać. Wow, Harry, masz całkiem miłą grupkę.
-Jeszcze tylko jeden. – powiedział chłopak z burzą loków.
W końcu z tłumu wyłonił się kolejny brunet. To był ten sam, który wpadł na mnie w  Milkshake City.
-Tommo! Tu jesteśmy. –krzyknął niebieskooki blondyn. Brunet skierował się w naszym kierunku.
-Louis, to jest Jessica, moja siostra a to jej przyjaciółka, Victoria. Dziewczyny, to jest Louis. – zapoznał nas Harry
-Miło was poznać. Możecie mi mówić Lou, Tommo albo BooBear. Przepraszam jeszcze raz, że nie byłem zbyt miły. Mam zły dzień. –mówił chłopak.
-Ok, nie ma sprawy. Nam też miło Cię poznać. –powiedziała mu Tori. Harry, Niall, Liam i Zayn stali zdziwieni.
-To wy się znacie? –w końcu spytał mulat.
-Można tak powiedzieć.- odparł BooBear.
Na chwilę zapadła cisza. Poczułam na sobie czyiś wzrok. Louis cały czas na mnie patrzył. Można nawet powiedzieć, że wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem na twarzy, a kiedy zauważył, że na niego spoglądam uśmiechnął się szerzej i odwrócił wzrok.
-To co? Jedziemy?- przerwał ciszę. Wszyscy przytaknęliśmy .
Liam i Niall wzięli bagaże Victorii a Louis i Zayn moje. Harry niósł wszystko, co kupili chłopacy, a nie było tego mało, więc mu pomogłyśmy. Wyszliśmy na parking. Okazało się, że jedziemy na 2 auta. Louis, Liam, Niall i Zayn wzięli swoje zakupy i wsiedli do czerwonego samochodu a Louis usiadł za kółkiem. Harry wziął nasze bagaże i schował je do swojego szarego Audi R8.
***OCZYMA VICTORII***
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Przez większość czasu panowała cisza. Dość niezręczna. Harry po cichu włączył radio. Jechaliśmy około 20 minut, aż w końcu samochód się zatrzymał. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że zaparkowaliśmy przed jakimś ogromnym domem.
-Dziewczyny, jesteśmy na miejscu. Tu właśnie mieszkam. – powiedział. Tego to się nie  spodziewałam.
Harry wyszedł z auta a my za nim.
-Wezmę wasze walizki.- zaproponował
-Nie trzeba. Damy sobie radę.- powiedziała Jess.
Mimo wszystko wyszło na to, ze Harry wziął większość walizek, torebek  i tym podobnych. Stanęliśmy przed ogromnymi drzwiami. Harry zaczął najwyraźniej szukać klucza. Po chwili poszukiwań znalazł go i otworzył nam drzwi.
Weszliśmy razem do wielkiego domu. Przed nami były drewniane schody o szklanych balustradach. Po naszej lewej stronie był salon a po prawej kuchnia z jadalnią. Nie było tam żadnych ścian oddzielających pomieszczenia.
-Zostawcie tu na chwilę walizki. Oprowadzę was. –powiedział Harry z uśmiechem na twarzy zapraszając nas gestem do salonu. Podłoga była wyłożona jasnymi panelami. Jedna ze ścian wyłożona była cegłą w różnych odcieniach kremowego koloru natomiast reszta ścian była koloru jasnego beżu. Na środku stała wielka skórzana, kremowa sofa. Po jej dwóch stronach stały fotele tego samego koloru. Przed nimi stała niewielka ława a naprzeciwko na ścianie wyłożonej cegłą wisiał ogromny telewizor plazmowy, pod którym była szafka z dekoderem, DVD, innymi sprzętami RTV. Obok telewizora wisiała masa zdjęć chłopaków. W pomieszczeniu znajdowało się też kilka okien z zasłonami w oknach. Ogólnie rzecz biorąc cały salon był w delikatnych, spokojnych, jasnych kolorach.
-Jak wam się podoba?- spytał chłopak.
-Jest ślicznie. –powiedziała Jess a ja twierdząco pokiwałam głową na co chłopak uśmiechnął się przyjaźnie.
-To się cieszę. Jeśli tylko chcecie możecie korzystać z wszystkiego. Wszystko jest do waszej dyspozycji. Chodźmy może do kuchni. – powiedział wychodząc z salonu i idąc w stronę kuchni i jadalni.
Podłoga w kuchni była wyłożona bezowymi płytkami a ściany pomalowane były na ciemny brąz. Blat był w kolorze beżowym, natomiast szafki były 2 kolorowe. Ciemny brąz i beż. W tym pomieszczeniu też było kilka okien. Harry podszedł do wielkiej, czarnej, matowej lodówki.
-Tu nie zawsze znajdziecie jedzenie.-powiedział a my obie spojrzałyśmy na niego zdziwione.-Ze względu na Nialla. Jedzenie to jego najlepszy przyjaciel.-powiedział Harry z my wybuchłyśmy śmiechem. Loczek śmiał się razem z nami.
Kolejnym punktem „wycieczki” była jadalnia, która połączona była z kuchnią. Spodziewałam się kolejnego odcieniu brązu a tu zdziwienie. Ściany były niebieskie. Właściwie niebieska i granatowa. Podłoga ciemna pod kolor stołu i około 10 krzeseł. W pomieszczeniu były 2 okna na jednej ścianie i jedne szklane drzwi na drugiej. Drzwi prowadziły na ogród.
-Sami to projektowaliście?-spytałam w końcu Harrego.
-Tak, wszystko sami. Może tu nie ma szaleństwa z kolorami, ale poczekajcie na piętro. Zdziwicie się.
Wziął część naszych walizek, my drugą część i skierowaliśmy się schodami na piętro. Cała ściana przed którą stanęliśmy po wejściu na górę była szklana i miała drzwi prowadzące na ogromny balkon. Ściany były pokryte fototapetą przedstawiająca  miasto nocą. Sufit był biały natomiast podłoga pokryta była szarymi panelami. Drzwi od pokoi były pod kolor podłogi.
Stojąc przodem do szklanej ściany skierowaliśmy się w lewo. Były tam 3 pokoje. Na drzwiach każdego z nich widniała plakietka z imieniem mieszkańca pokoju. Na pierwszych drzwiach było imię Harry.
-Wejdźcie. – powiedział otwierając drzwi – to mój pokój.-zaprosił nas go środka gestem ręki.
Na jednej ze ścian widniała fototapeta z panoramą Londynu w kolorze czerwonym i szarym w różnych jego odcieniach. Sufit był biały, reszta ścian była szara a podłoga wyłożona ciemnymi, prawie czarnymi panelami. W jednym rogu pokoju znajdowało się dwuosobowe łóżko, na którym była pościel ilustrująca flagę UK. Obok łóżka stała szafka nocna z lampką. Dalej stała drewniana szafa i komoda a dalej biurko, na którym znajdował się laptop . Nieopodal znajdowała się mała, czerwona sofa a na ścianie do niej przeciwnej wisiał telewizor.
-Wow, świetny pokój. Naprawdę mi się podoba.- powiedziałam. Byłam zaskoczona, że w pokoju chłopaka może być aż tak ładnie. U Toma wszystko było byle jak. Odzwyczaiłam się od normy. Z reszta Jessica też. Było to po niej widać.
-Dziękuję. Miło, ze ci się podoba. To teraz chodźcie do pokoju Nialla.
Weszliśmy do pokoju blondyna, który znajdował się zaraz obok pokoju zielonookiego. U Nialla było trochę inaczej. Jedna z czterech ścian była zielona, kolejna była biała a następna pomarańczowa. Wyglądało to całkiem jak flaga Irlandii. Ostatnia ściana była cudowna. Całą obklejona była zdjęciami Nialla z różnymi ludźmi. Kim oni byli? Jego przyjaciółmi? Trochę za dużo ich. Zdjęcia były mniejsze niż kartka z zeszytu A5 a i tak zajmowały całą ścianę. To wyglądało ślicznie. Wszyscy ci ludzie na zdjęciach mieli wielkie uśmiechy na twarzach. Harry zauważył, jak przyglądam się tym wszystkim zdjęciom.
-Niall ma duży sentyment do fanów. Kocha ich i chce ich widzieć cały czas, dlatego ma te zdjęcia.
Chwilka. Fanów? O co mu chodzi? Jacy fani? Nie rozumiem. Przyglądałam się pokojowi dalej. Na przeciwko drzwi było duże okno a zaraz obok niego stojak z gitarami.
-Niall gra na gitarze? – spytałam Loczka. Jess nadal nic nie mówiła, bo nie mogła się temu wszystkiemu nadziwić.
-Tak, a czemu pytasz?
-Też gra. – w końcu odezwała się Jesscia.
-Naprawdę? Zagrasz coś?- spytał zwracając się do mnie.
-Nie wzięłam swojej.
-To zagraj na Nialla.
-Nie jestem pewna, czy mogę wziąć jego gitarę bez jego zgody.- powiedziałam na co ten posmutniał.- Jeśli Niall się zgodzi to zagram. Obiecuję.-  dodałam a Harry się uśmiechnął.
Wracając do wyglądu pokoju, niedaleko stojaka z gitarami znajdowało się łóżko, dalej szafa, mała sofa, telewizor oraz stolik, na którym znajdował się laptop. Po wyjściu z pokoju blondyna cały czas myślałam o ścianie ze zdjęciami. To było takie słodkie i urocze. Nie spodziewałam się takiej uczuciowości po chłopaku, zwłaszcza w jego wieku. Wywarł tym na mnie tak ogromne wrażenie, że nie mogę przestać o nim myśleć. Te wszystkie twarze na zdjęciach. Każdy się śmiał. Na żadnej twarzy nie było śladu smutku. Widać, że bardzo lubi być w jakimś towarzystwie. Raczej nie jest typem samotnika. Nie znałam go za dobrze, lecz i tak zdążyłam go bardzo polubić przez te kilka godzin. Ale nie mogłam przecież cały dzień myśleć o Niallu. Jesteśmy przecież w trakcie zwiedzania ich ogromnego domu. Właściwie t nie wiem czy można to w ogóle nazwać domem. Ja nazwałabym to wręcz willą.
Wyszliśmy z pokoju Nialla po czym skierowaliśmy się do kolejnego pomieszczenia. Ten pokój należał do Liama. Ściany były w kolorze stonowanego granatu a na nich znajdowały się postury białych dmuchawców rozwianych przez wiatr. Sufit był biały jak śnieg natomiast podłoga wyłożona była białą wykładziną. W prawym rogu znajdowało się dwuosobowe łóżko wykonane z białego drewna. Na nim znajdowała się granatowa pościel a po jego obu stronach znajdowały się szafki nocne. Kawałek dalej usadowiona była biała szafa. Dalej byłą komoda, na której stało akwarium. Podeszliśmy bliżej i zauważyłam w nim żółwia wodno-lądowego. NA środku pokoju stałą biała sofa. Byłą miękka, jakby była zrobiona z poduszek. Niedaleko od niej na ścianie powieszony był telewizor a pod nim znajdowało się kino domowe. W dużych oknach powiewały białe i granatowe firanki.
Znów wyszliśmy na korytarz by przejść do kolejnego pomieszczenia.
-To gdzie teraz dziewczyny?- spytał zielonooki.
-Nie wiem. Może do łazienki a później po kolei? –zaproponowała bratu Jessy.
-Ok. W takim razie chodźcie za mną.-powiedział i kiwnął głową, żebyśmy poszły za nim.
Weszłyśmy do łazienki.  Była dość spora. Podłoga pokryta była białymi płytkami, natomiast ściany wyłożone były płytkami w ciemnym, szarym kolorze. W jednym rogu znajdowała się ogromna wanna, odrobinę dalej był prysznic. Znajdowały się też 2 umywalki i jeszcze kilka drobiazgów.
***OCZYMA JESSICI***

Kolejnym punktem wycieczki był pokój, na drzwiach którego widniała tabliczka z imieniem Zayn. Weszliśmy do środka. Zaniemówiłam. Pokój był niesamowity. Podłoga może i była czarna i jednolita, ale ściany zmieniały wszystko. Całe przepełnione były różnorakimi motywami graffiti. Całość prezentowała się nieziemsko.
-Harry, kto zrobił te ściany?- musiałam go o to spytać.
-Zayn sam to wszystko projektował, malował i spryskiwał sprayem. Podoba Ci się?- odpowiedział z uśmiechem a na końcu dodał pytanie.
-Bardzo. Kocham rysunki i tym podobne. Rysowanie to moja pasja.- powiedziałam.
-I świetnie jej wychodzi. Szkicuje, rysuje i maluje ślicznie. Musisz kiedyś zobaczyć.- powiedziała Vicky a ja się uśmiechnęłam.
-Z chęcią zobaczę.-powiedział  Harry.
-Jeśli jeszcze dziś wieczorem coś narysuję, to na pewno Ci pokażę.
Przyglądałam się pokojowi dalej. Przy sporym oknie ustawione było łóżko 2-osobowe oraz stoliki nocne z obu jego stron. Niemałą część ściany zajmowała szafa ustawiona nieopodal okna. W pokoju znajdowały się też biurko, laptop, telewizor, wieża stereo, mała sofa i kilka foteli.

Wyszliśmy, a ja byłam tak zachwycona pokojem Zayna, jak Vicky pokojem Nialla. To było dziwne, ale od razu polubiłam ich wszystkich. No, może z wyjątkiem Louisa. Nie byłam do niego całkowicie przekonana, ale nie byłam do niego też nastawiona wrogo. O wilku mowa. Kolejny pokój, który zwiedziliśmy należał własnie do niego. Weszliśmy. Wystrój miał ciekawy, nie ma co zaprzeczać. Wszystkie ściany były w czerwono-białe, poziome paski, natomiast podłogę pokrywał przyjemny, biały dywan. Łóżko wykonane było z białego drewna, a znajdująca się na nim pościel była czerwona. W pomieszczeniu znajdowało się również kilka automatów do gier, wiele gadżetów, takich jak konsole do gier, telewizor plazmowy, stereo, skórzane meble czy laptopy. Na ścianach gdzieniegdzie widniało jakieś śmieszne zdjęcie przedstawiające całą ich piątkę. Podobało mi się. Widać było, ze chłopak uwielbia kolor czerwony.
Po rozejrzeniu się skierowaliśmy się do pierwszego z dwóch pokoi gościnnych. Otwarłam drzwi i wszyscy weszliśmy. Ściany w kolorze wrzosowym, podłoga wyłożona jasnymi panelami, potężne, pomalowane na biało dębowe łóżko okryte pościelą we wzór wrzosu, powiewające na wietrze z otwartego okna białe firanki i lawendowy zapach czyniły pokój wyjątkowymi. Dodatkowe gadżety takie jak różnorakie sprzęty elektroniczne czy toaletka tylko polepszały efekt kulminacyjny, jakim był całościowy wygląd pokoju.
-W takim razie która chce zamieszkać w tym pokoiku?- spytał Loczek.- Każda z Was może mieć osobny pokój, oczywiście, jeśli chcecie. To jak?
-Jess...- zaczęła Vicky.

-Ok, w takim razie ja go wezmę.- zadeklarowałam. - Dziękuję Harry.
-Nie ma za co. - uśmiechnął się uprzejmie chłopak.- jak już wszystko zwiedzimy to zaniesiemy wasze bagaże do waszych pokoi.- Obie uśmiechnęłyśmy się do niego a on to ponownie odwzajemnił.
Kolejny pokój który odwiedziliśmy będzie należał do Victorii. Gdy tylko do niego weszliśmy, wiedziałam, że Vice się spodoba.
Ściany w kolorze mięty, podłoga wyłożona białymi panelami, duże, wykonane z białego drewna łóżko, pościel z motywem kwiatowym, meble w stylu retro, wszystko co moja przyjaciółka lubi najbardziej. Gadżety, jak toaletka, telewizor, stereo czy inne bajery tylko ulepszały wygląd całości.
-Podoba Ci się, Victoria?- spytał Harry.
-Bardzo. -uśmiechnęła się szeroko. 

Wyszliśmy z pokoju, a ja zastanawiałam się co jest kolejnym punktem wycieczki. Jednak moje przemyślenia nie trwały długo, Harry wyprowadził nas na balkon, skąd skierowaliśmy się schodami do góry, najprawdopodobniej na dach. Tam znajdował się grill i drewniany stół z ławkami, a część nad nimi, w przeciwieństwie do reszty była zadaszona.
-Tu zazwyczaj przesiadujemy wieczorami. Mam nadzieję, że do nas dołączycie.

- Chętnie.- odparła Vicky.
-To teraz tylko pokarzę wam ogród i zrobię wam coś do jedzenia, bo pewnie jesteście głodne po ta długiej podróży.
-Gotujesz?- zdziwiłam się.
-Nawet nieźle mi wychodzi.- uśmiechnął się i mrugnął.

Odwzajemniłyśmy uśmiechem i wszyscy razem ruszyliśmy na dół. Wyszliśmy przez drzwi tarasowe na ogród. Widok był nieziemski aż nie do opisania. Przez środek posesji prowadziła kamienna ścieżka, podchodząca pod niewielkie wzniesienie, które jednak zasłaniało widok reszty terenu. Pagórek ozdobiony był kolorowymi kwiatami i pięknie przystrzyżonymi krzewami, a na jego szczycie znajdowała się niewielka drewniana furtka. Dopiero gdy do niej doszliśmy mogłam zobaczyć całą resztę.Od drugiej strony zejście było dość strome dlatego znajdowały się tam schodki. Ok. 10 stopni. W lewym rogu znajdowały się huśtawki. Za to w prawym ogromny basen, który otoczony był leżakami. Wszędzie rosły gęste, wysokie drzewa, a gdzie nie gdzie po między nimi kolorowe hamaki. Gdzie nie gdzie na niskich krzewach i drzewach można było dostrzec owoce.
-Wow nie spodziewałam się, że masz tu aż takie luksusy.-powiedziałam bratu. On wystawił szereg białych zębów i powiedział:

-Miło mi to słyszeć. To może teraz zaniesiemy wasze bagaże do pokoi, wy się rozpakujecie a ja zrobię obiad.
Weszliśmy do domu, wnieśliśmy bagaże do pokoi, a Harry przed ulotnieniem się na dół powiedział krótkie: "Czujcie się jak u siebie.", po czym zszedł do kuchni zostawiając nas same. Najpierw każda z nas się rozpakowała, po czym wyszłyśmy na dach, by usiąść i porozmawiać. Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Ciekawe kto to...

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 1

Powrót z zakończenia roku szkolnego zawsze był dla mnie katorgą. Nie przepadałam za jakże „komfortowym” strojem galowym a na dodatek było okropnie gorąco a do domu miałyśmy szmat drogi.
-Ten upał kiedyś mnie wykończy-powiedziałam.
-Mnie też… Chwilka… mam super pomysł, zadzwonię po Toma-mówiła Jessica z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Nie jestem pewna, czy go zmusisz, żeby po nas przyjechał.
-Wątpisz w moje możliwości? Posłuchaj tylko.-powiedziała z  uśmiechem na twarzy, wyciągnęła telefon i wykręciła numer do braciszka.
*ROZMOWA*
-Cześć Tomećku – zaczęła drażnić brata Jesscia – ćoż pojabiasz?
-Czego dokładniej chcesz? – od razu zauważył o co jej chodziło.
-Przyjedź po nas please…
-A nóżki bozia dała? – przekomarzali się ze sobą.
-Dała, ale one już nie mają siły nas donieść. Przyjedziesz? – Jesscica mówiła to tak słodkim głosikiem, że ja pękałam ze śmiechu.
-Chyba sobie żarty stroisz.
-Dobrze, skoro chcesz, żeby mama wiedziała o tym, że poplamiłeś jej ulubioną sukienkę…-mówiła smutnym głosikiem.
-Gdzie jesteście? – w końcu uległ.
-Wiedziałam, że mnie kochasz. Pod szkołą. Dziękujemy.- powiedziała i rozłączyła się.
Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia i zaczęłyśmy się śmiać, a przechodnie gapili się na nas jak na umysłowo chorych ludzi.
-Nigdy więcej nie podważę twoich decyzji wielmożna pani.- powiedziałam ze śmiesznym głosem kłaniając się jej.
-Widzisz, tylko ja zawsze mam rację. Szlachta ma to już we krwi. –rzekła z poważną miną i tonem.
Znów wpadłyśmy w amok śmiech. Robiłyśmy tak cały czas. Jeszcze chwilę pożartowałyśmy i tak nam minął czas. Po około 15 minutach zjawił się Tom. Wsiadłyśmy do biało czerwonego mini coopera i ruszyliśmy w stronę domu. W naszym przypadku droga nie obędzie się bez śmiechu. Jess uwielbia drażnić brata i tym razem oczywiście nie mogło być wyjątku.
-Jak ci braciszku minął dzień. Lepiłeś z kolegami zamki z piasku w piaskownicy?-zażartowała
-Tak, ale byliśmy smutni, bo nam nie pomogłyście. Bawiłyście się lalkami, mam rację? –zawsze wiedział co odpowiedzieć.
-Jak zawsze…-dodałam. Faceci uwielbiają, kiedy przyznaje się im rację.
Tom z dumą podniósł brodę i włączył radio. Akurat leciało RIO "party shaker" a my stanęliśmy na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Chłopak zaczął tańczyć a my mu się przyglądałyśmy a po chwili same zaczęłyśmy go naśladować nie zważając na to, ze inni kierowcy patrzą się na nas jak na debili. Mieliśmy po prostu bardzo dobre humory.
Dojechaliśmy pod mój dom po kilku minutkach. Wyszłyśmy z auta a braciszek kiwając odjechał z powrotem do kumpli. Weszłyśmy do środka. W salonie siedzieli moi rodzice i oglądali telewizję. Zdziwiło mnie to, bo zazwyczaj o tej porze siedzą w pracy. Siedzieli tyłem do nas, więc kiedy się przywitałyśmy momentalnie się odwrócili.
-Już jesteście dziewczynki! Jak tam w szkole? – spytała mama
-Nawet dobrze. – powiedziałam z uśmiechem i podałam im świadectwo
-Widzę, że jest się z czego chwalić. Oceny macie ładne- powiedział tata wyjmując świadectwo Jess spod mojego i oglądając oba.
-Dziękujemy-powiedziałyśmy chórkiem, spojrzałyśmy na siebie nawzajem i zaśmiałyśmy się.
-To idę się przebrać i gdzieś pójdziemy, bo jest ładna pogoda.
-Szkoda, żebyście się w domu marnowały, idźcie- stwierdziła mama a my pokiwałyśmy im i poszłyśmy na górę do mojego pokoju. Otwarłam drzwi mojej fortecy i poczułam chłodny wiaterek wiejący z otwartego okna. Weszłyśmy do środka. Jess usiadła na małej sofie a ja podeszłam do szafy. Miała kompletną pustkę w głowie i nie miałam pojęcia co na siebie włożyć.
- Jaką bluzkę mam ubrać? Co proponujesz? – spytałam Jess
- Nie mam pojęcia, wybierz sama. – wiedziałam , że nie będzie miała żadnego pomysłu, ale zawsze można mieć nadzieję.    
Po paru minutach wyciągnęłam z szafy ubrania i nie pokazując ich przyjaciółce ruszyłam w stronę łazienki. Przed drzwiami odwróciłam się do niej i powiedziałam dziwnym głosem i uśmiechnęłam się jak idiotka:
-Będziesz mieć niespodziankę.
Ta tylko się zaśmiała i pokiwała głową w geście „ok”. Weszłam do łazienki i zaczęłam „metamorfozę”. Ubrałam jasne, dżinsowe, krótkie spodenki z wysokim stanem, białą bokserkę z napisem „ I <3 Holidays” i różowe, niskie conversy. Włosy spięłam w niedbałego koka.
Zmyłam stary makijaż i nałożyłam nowy tusz na rzęsy, nic więcej. Nie przepadałam za tapetą na twarzy. Jeszcze raz spojrzałam w lustro i wyszłam z łazienki.
-Co sądzisz?- spytałam przyjaciółki, która patrzyła przez okno.
-Wow, ślicznie.- powiedziała Jess wystawiając szereg białych zębów.
-To teraz do Ciebie, tak?
-No a jak myślisz? Muszę się przecież przebrać. – powiedziała uśmiechając się.
Zeszłyśmy na dół, wzięłam klucze. Wychodząc krzyknęłam tylko „pa” do rodziców.
Jesscia mieszkała zaraz obok mnie więc nie musiałyśmy iść gdzieś daleko. W jej domu nikogo nie było; Tom u kolegów a rodzice w pracy.  Weszłyśmy do jej pokoju. Ta podeszła do szafy i coś z niej wyciągnęła. Nie widziałam dokładnie co, bo chowała to za sobą. Wyszła z pokoju. Po kilku minutach wróciła. Była ubrana w przewiewną, kwiecistą sukienkę bez ramiączek, dżinsową kamizelkę bez rękawków i brązowe baletki. Włosy uplotła w długiego warkocza i nałożyła błyszczyk.

-No, muszę przyznać, że się postarałaś.-powiedziałam mrugając i uśmiechając się.
-Dziękuję-ukłoniła się przede mną.-To gdzie idziemy? Może do tej kawiarni niedaleko centrum?
-Czytasz mi w myślach.
Chwyciła małą, szarą torbeczkę i wyszłyśmy z jej domu. Skierowałyśmy się w stronę kawiarni. Dotarłyśmy do niej w ciągu 10 minut. Usiadłyśmy przy dwuosobowym stoliku na dworze i zamówiłyśmy 2 duże desery lodowe. Zjadłyśmy je, zapłaciłyśmy rachunek i wyszłyśmy z kawiarni.

-Dobra, to co robimy teraz?- spytałam.
-Chodź, przejdziemy się gdzieś. Gdziekolwiek, tak bez celu.
Dzień był naprawdę piękny i nie chciało nam się wracać do domu. Poszłyśmy nad rzekę. Stałyśmy na moście wpatrując się w połyskującą od słońca taflę wody. Stałyśmy tak w ciszy zamyślone przez pewien czas. Milczenie przerwała Jessica.
-Czy tobie też pomału zaczyna się tu nudzić? Mamy praktycznie tylko siebie i obie jesteśmy singielkami. Mieszkamy tu, w Poznaniu. Tu nie ma nic ciekawego. Mam ochotę przeżyć przygodę, zrobić coś innego, bo mam dziwne uczucie, jakbyśmy od wieków robiły to samo. –mówiła patrząc mi prosto w oczy. Wiedziałam, że mówi od serca i dokładnie jej słuchałam. Wiedziałam, że ma rację.
-Zgadzam się z tobą w pełni, ale co mamy zrobić? Chyba nie mamy innego wyboru jak czekać na jakąś okazję. –powiedziałam.
-Tylko czy się tej okazji doczekamy…-skończyła ściszając głos. Ale ja, jak to ja nie mogłam zostawić tego bez odpowiedzi.
-Tak na marginesie, niezłą wypowiedź. Chyba nigdy się  nie mówiłaś aż tak bardzo z sensem . – jej smutny wyraz twarzy zmienił się w mgnieniu oka w szczery uśmiech.
-Może pójdziemy jeszcze nad nasz strumyczek? – zaproponowała a ja oczywiście się zgodziłam.
 Nie mieszkałyśmy w centrum, bardziej na obrzeżach miasta przypominających wieś. Prawie zawsze było tam cicho. To ‘prawie’ jest właśnie przez Jess i mnie. Niedaleko naszych domów znajdował się niewielki lasek a w jego środku śliczna polana. Przez całość przepływał wąski strumyczek. To miejsce wyglądało jak kraina z bajki, dlatego od dzieciństwa było naszym ulubionym zakamarkiem. Zawsze robiłyśmy tam pikniki i bawiłyśmy się. Kiedy miałyśmy po 5 lat poprosiłam tatę, żeby zawiesił nam na gałęziach potężnego, rozłożystego dębu znajdującego się na polanie 2 huśtawki, które wcześniej zrobił z opon. Tak, takie były najlepsze. Kiedy byłyśmy trochę starsze, miałyśmy około 8, może 9 lat zbudowałyśmy tam z pomocą rodziców domek na drzewie. To miejsce było naszym ukochanym od zawsze. Rodzice to wiedzieli i pewnego roku na gwiazdkę wykupili dla nas działkę, na której znajdował się lasek. Ogrodzili ją płotem, żeby mieć pewność, że będziemy bezpieczne, bo uwielbiałyśmy tam przebywać nawet nocą, a o takiej porze kręci się tam dużo podejrzanych ludzi. W końcu miałyśmy swoje małe królestwo. Chodziłyśmy tam prawie codziennie, oczywiście wyłączając zimowe dni, kiedy nie chciało się wychodzić z domu. Dziś oczywiście nie mogło być wyjątku od powyższej zasady, zwłaszcza, że to już wakacje letnie!
Ruszyłyśmy w stronę lasku. Gdy dotarłyśmy na miejsce podeszłyśmy do strumyka. Jego dno było w kształcie litery V a wody nie było w nim dużo. Może nawet nie pół metra. Usiadłyśmy na jednym z obrośniętych trawą brzegów. Jessice poślizgnęła się noga  wpadła do strumyka. Na szczęście poziom wody nie sięgał jej do kolan, więc przemoczone miała tylko buty. Ja postąpiłam jak prawdziwa przyjaciółka i… zaczęłam się nabijać z niej tak głośno jak tylko się dało. Aż z oczu wypłynęły mi łzy śmiechu. Można zauważyć, że mam zaraźliwy śmiech, bo po chwili przemoczona poszkodowana zaczęła się chichrać. Kiedy już ogarnęłyśmy swoje emocje pomogłam jej wyjść z wody, bo sama się ślizgała.
-Jaka sierota…-przyjaźnie się uśmiechnęłam mówiąc to.
Słońce zaczęło już zachodzić. Zaczęły zlatywać się wokół nas komary.
-Nocujesz dzisiaj u mnie? –spytała
-Spoczko. To chodźmy do mnie po rzeczy i wbijamy do ciebie.
U nas pytania „Nocujesz u mnie?” były na porządku dziennym. Nocowałyśmy u siebie prawie cały czas. Byłyśmy dla siebie jak siostry i to było dla nas normalne a zarazem cudowne, bo miałyśmy w sobie oparcie.
Poszłyśmy do mojego domu. Weszłyśmy do środka.
-Hej mamuś, hej tatuś- krzyknęłam na progu. Weszłyśmy do salonu. Mama i tata właśnie pili tam kawę. Kiedy weszłyśmy oboje automatycznie od razu spojrzeli na przemoczoną brunetkę.
-Co ci Victoria znów zrobiła?-spytała ją mama.
-Tym razem wyjątkowo wpadłam sama. –powiedziała –Dokładniej do strumyka.-uśmiechnęła się.
-Biedaczko, i jak znam życie to pewnie Vicka się z ciebie śmiała, prawda?- zaśmiała się przyjacielsko.
-Mamo!-zawołałam.
-No dobrze. A u której dzisiaj na noc?
-U Jessy.
-To dobrze się bawcie- powiedział tata. On przynajmniej rozumiał, że jak jesteśmy na nocce to nie śpimy.
-Dzięki, dobrej nocki.-powiedziałam i już chciałam wyjść, kiedy…-chwila… muszę wziąć rzeczy.-ruszyłam pędem do pokoju. W mgnieniu oka stałam z powrotem w salonie ze spakowaną torbą.
-Dobranoc kochani.-pożegnałam się.
-Dobranoc.-powiedziała Jess.
Poszłyśmy do Jessici. Weszłyśmy do środka.
-Good evening girls. Dziś u nas śpicie?-przywitała nas ciepło mama przyjaciółki.
-Dobry wieczór-przywitałam się z uśmiechem.
-Hejka mamo. Tak, dzisiaj u nas.-odpowiedziała biorąc ze sobą dużą miskę popcornu i 2 paczki chipsów. Mi kazała wziąć butelkę oranżady i dużą czekoladę.  Tak obładowane ruszyłyśmy po schodach do jej pokoju. Weszłyśmy do środka i zostawiłyśmy nasz ładunek na ławie. Pomogłam przyjaciółce rozłożyć kanapę. Położyłyśmy się na niej i włączyłyśmy telewizor. Skacząc po kanałach natrafiłyśmy na początek „Harrego Pottera i więźnia Azkabanu”.
-Przypomina mi się jak to pierwszy raz oglądałyśmy, pamiętasz?-odezwałam się.
-Nie zapomnę deszczu popcornu ze strachu przed dementorami. Musiałam to później sprzątać.
-Tylko błagam, nie powtarzaj tego.
-A chcesz? Bo mogę. Na życzenie.-powiedziała i zamachnęła się jakby chciała znów wszystko rozsypać.
-Nie trzeba. Przeżyję bez tego.
-Jak tam chcesz. Paczaj, zaraz wyjdzie dementor. –powiedziała.
Siedziałyśmy w ciszy i skupieniu trzymając poduszki, żeby mieć gdzie schować twarz ze strachu. Mimo, że widziałyśmy to miliardy razy cały czas bałyśmy się tego okropnego widoku. Na ekranie pojawiła się kreatura  a w tym samym momencie ktoś szturchnął nas od tyłu.
-Aaaaaaaaaaaaaaa- wrzasnął niskim głosem.
My ze strachu podskoczyłyśmy i wydałyśmy podobny dźwięk, tyle, że w wiele wyższej tonacji.
-Hahahahhaha, żałujcie, że nie widziałyście swoich min. Hahahaha- zaczął śmiać się znajomy głos. Nie mógł to być nikt inny jak Tom.
-Idiota! Mogłyśmy dostać zawału!!!- wrzasnęła na niego Jessy z lekką ulga w głosie, bo w końcu jej brat to nie dementor. Chłopak zaczął śmiać się jeszcze głośniej.
-Jaki debil… -powiedziałam do niego, oczywiście nie złośliwie.
-Też was obie kocham dzióbki. – przytulił nas – a teraz udaję się do siebie.  Stojąc w drzwiach odwrócił się jeszcze w naszą stronę.
-Buziaczki. –powiedział robiąc dzióbek, a potem sam zaczął się z siebie śmiać. –Dobranoc dziewczynki.
-Ale idiota. –powiedziała cicho Jessica śmiejąc się przy tym. Naprawdę go kochała. Byli chyba najbardziej zżytym rodzeństwem jakie kiedykolwiek spotkałam.
Obejrzałyśmy film do końca, ale jeszcze zapasy nam się nie skończyły. Postanowiłyśmy, że idziemy się wykąpać i przebrać w piżamy a po powrocie obejrzeć jeszcze 1 film.
Siedziałyśmy już w piżamkach i ciepłych kapciach. Nie wiedziałyśmy jaki film wybrać, więc w telewizorze włączyłyśmy IPLEX, wielką bibliotekę filmów. Po pewnym czasie znalazłyśmy film „NO-DO wezwani”. Było to horror, niezbyt straszny, ale nawet całkiem ciekawy. Kiedy film się skończył talerze i miski oraz szklanki były już puste. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 346  a następnie na Jess. Powieki zaczęły już jej opadać. Ja też byłam już mocno śpiąca. Kiedy już obie ułożyłyśmy się do spania zgasiłam światło i po kilku minutach obie zasnęłyśmy.
***OCZYMA JESSICI***
Spałam dość głęboko, ale nagle poczułam, że ktoś mnie szturcha.
-Odpuść sobie Vicka! –powiedziałam z zaspanym głosem nie otwierając oczu.
-No wstawaj Jessica! Musze z tobą teraz porozmawiać. No wstawaj! –powiedziała mi do ucha, ale ze zdziwieniem stwierdziłam, że to nie Vicky. Po chwilowym rozmyślaniu rozpoznałam głos mamy. Z wielką niechęcią podniosłam się z łóżka i poszłam za nią do salonu.
Usiadłyśmy na sofie. Ukradkiem spojrzałam na zegarek. Wskazywał godzinę 10:27. Pomyślałam sobie „Co?! Tak wcześnie?”. Spojrzałam na mamę. Widać po niej było, że nie wie od czego zacząć, albo próbuje się w sobie zebrać. Po chwili jednak zaczęła mówić.
-Kochanie, pamiętasz jak opowiadałam Ci o ojcu? –spytała a ja twierdząco kiwnęłam głową. – Mówiłam Ci, że ułożył sobie życie i ma rodzinę, że masz przyrodnie rodzeństwo…
-Tak, pamiętam, ale o rodzeństwie dużo nie wspominałaś. – wtrąciłam.
- No właśnie. Tata ożenił się z kobietą, którą z resztą znam prawie od zawsze i bardzo ją lubię… Ale przechodząc do rzeczy, ma dzieci z poprzedniego małżeństwa, bo ona też jest po rozwodzie i jej syn, czyli tak naprawdę twój przyrodni brat jest od Ciebie kilka lat starszy i mieszka w Londynie. Dzwonił do mnie kilka minut temu i pytał, czy nie chcielibyście z Tomem do niego przylecieć na wakacje. Tom już jest umówiony z kumplami, więc możesz zabrać Victorię. Wiem, że to może trochę dziwnie brzmieć, ale on naprawdę chce Cię poznać i stwierdził, że sam może zapłacić wam za lot. Jesteś zainteresowana tą propozycją?
- Nie ma mowy. Nagle dzwoni brat czy do niego na wakacje przyjadę!? Nie pojadę! –odpowiedziałam. Byłam tym mocno zdziwiona.
-Przemyśl to, proszę. Porozmawiaj o tym z Victorią. Samolot odlatuje jutro.
-Dobrze, pomyślę. –powiedziałam i wyszłam z salonu. I tak dla mnie taka podróż nie wchodziła w rachubę, ale wolałam skonsultować się z przyjaciółką.
Wróciłam do pokoju i ponownie położyłam się spać. Po godzinie obudziła mnie krzątająca się po pokoju blondynka  sprzątająca po wczorajszym seansie. Miała ubraną sukienkę, której góra była biała a dół z motywem galaxy, niebieskie vansy i trochę biżuterii a włosy miała upięte w koka.

-Heja kocie. Już wstałaś? – przywitała się zanim zdążyłam wypowiedzieć jakiekolwiek słowo.
-Siema ryba. Nawet musze przyznać, ze się wyspałam. –uśmiechnęłam się i podniosłam swój zacny tyłek z łóżka i pomogłam jej dokończyć sprzątanie. Kiedy skończyłyśmy poszłam się ubrać. Włożyłam na siebie szarą bluzkę na ramiączkach, jeansowe spodenki, czarno białą koszulę w kratę i czarne botki. Włosy rozpuściłam.

Kiedy już wyszykowana wyszłam z łazienki przypomniałam sobie o rozmowie z mamą. Postanowiłam powiedzieć o tym Vicky. Opowiedziałam jej całą historię.
-Czemu nie chcesz jechać? To świetna okazja, żeby przeżyć przygodę, zrobić coś innego, poznać nowe osoby. To szansa dla nas. Zgódź się plis. – namawiała mnie blondynka po wysłuchaniu mojego sprawozdania.
-Może i masz rację, może powinnyśmy zaryzykować.
-Czyli lecimy?- powiedziała z nadzieją w głosie Victoria.
Specjalnie zawahałam się chwilę, żeby potrzymać ja w napięciu.
-Jedziemy! –krzyknęłam wystawiając szereg białych zębów. Blondi tak się ucieszyła, ze podbiegła mnie przytulić i obie  wylądowałyśmy na podłodze. Zaczęłyśmy się śmiać.
-Jesteś idiotką. –powiedziałam przez łzy śmiechu.
-Ty też Jessica i właśnie dlatego się przyjaźnimy.
W końcu podniosłyśmy się z podłogi.
-Zadzwonię powiedzieć mamie, żeby mu powiedziała, że jedziemy. – powiedziałam i zrobiłam jak mówiłam.
***OCZYMA VICTORII***
Resztę dnia spędziłyśmy przy kompie, przed telewizorem, byłyśmy u mnie spytać rodziców o zgodę na wyjazd, zgodzili się. Pod koniec dnia poszłyśmy pożegnać się z naszym ukochanym miejscem. Poszłyśmy do Jess. Ta spakowała torbę, wzięła wszystko co potrzebne i poszłyśmy do mnie, gdzie miałyśmy spać. Moi rodzice mieli nas zawieść na lotnisko.
*Rano*
Obudziłam się przed Jess i spojrzałam na zegarek. Zamarłam. Była 9:00 a o 10:00 odlatywał nasz samolot. Zaczęłam bić przyjaciółkę poduszką, żeby ja obudzić. Zaczęłam na cały głos wrzeszczeć „Wstajemy!”. Kiedy ta się obudziła wystartowałam biegiem do łazienki. Wiedziałam, że jest chłodniej niż wczoraj, wręcz zimno. Ubrałam czarną koronkową sukienkę a włosy rozpuściłam. 

Kiedy wyszłam z łazienki Jess momentalnie wbiegła do niej ze startą ubrań. Po wyjściu zobaczyłam ją ubraną w Czarną koronkową bluzkę i neonową spódnicę a do tego czarne szpilki i rozpuszczone włosy. 

Po kilu minutach wyjechałyśmy na lotnisko. Zdążyłyśmy na ostatnią chwilę. Siedząc w samolocie zastanawiałyśmy się jak będzie dalej. Co spotka nas w Londynie? Włożyłam słuchawki an uszy i cały czas wsłuchiwałam się w rytm piosenek Rihanny, Katy Perry czy innych wykonawców, natomiast Jessica zasnęła. 

Prolog

Jessicę znałam od zawsze. Ma 2 lata starszego brata Toma. Ich rodzice rozwiedli się zaraz po narodzinach Jess. Oboje zostali z mamą, która po kilku miesiącach wyszła za Marka Parksa, więc Jess i Tom odziedziczyli nazwiska po ojczymie. Gdy Jessica skończyła 3 lata Mark i jej mama postanowili, że przeprowadzą się do Polski, do Poznania. Mimo, że mając zaledwie 3 lata nie do końca wszystko rozumiałam rozpaczałam okropnie, bo już wtedy z Jessicą łączyła mnie prawie nierozerwalna więź. Po dłuższych przemyśleniach moi rodzice stwierdzili, że jednak w Polsce może nam by
 lepiej. Nasza wyprowadzka nastąpiła 2 dni po wyjeździe Jess z Manchesteru, w którym obie się urodziłyśmy i przez 3 lata naszego życia mieszkałyśmy. W Polsce układało nam się dobrze. Zawsze trafiałyśmy z Jess do tej samej klasy a nasza przyjaźń powiększała się z wiekiem. Jess często przebywa u mnie, ponieważ z Tome średnio obchodzą swoją mamę i ojczyma. Boli ich to zapewne okropnie, czego im współczuję, ale nie było po nich widać.
 żadnej oznaki smutku czy niepokoju. Teraz Jess i ja mamy już 17 latek i cały czas się przyjaźnimy. Jessica jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie opuszczę w potrzebie i mam pewnośćże ona mnie też. Możemy sobie zawsze zaufa
 i to uwielbiam. Cały wolny czas spędzamy razem i nigdy nam się nie nudzi. Przyjaciółki od dziecka i na zawsze, ale ciekawe ,jaką drogę w życiu wyznaczył nam los…

Bohaterowie

Victoria Jansen - 17 letnia zielonooka blondynka, urodziła się w mieście Manchester, ale mieszka w Polsce. Jej najlepszą przyjaciółką jest Jessica. Victoria jest jedynaczką. Uwielbia dobrą zabawę, muzykę, gra na gitarze. Jest szalona, miła i potulna jak branek, ale w „sytuacji zagrożenia” potrafi bronić siebie, bliskich i swoich racji.


Jessica Parks – 17 letnia niebieskooka brunetka, tak samo jak Victoria urodziła się w Manchesterze a mieszka w Polsce. Ma 2 lata starszego brata Toma. Ich rodzice się rozwiedli. Jesscia uwielbia dobrą zabawę, muzykę, świetnie tańczy. Jest szalona, bardzo zabawna, miła, ale jeśli ktoś naprawdę ją wkurzy potrafi pokazać pazury.

Tom Parks – starszy brat Jess. Przystojny brunet, lecą na niego dziewczyny z całej szkoły, jest bardzo miły i zabawny. Jest świetnym przyjacielem i zawsze można się z nim świetnie bawić.

Jade Blue – 18 letnia rudowłosa ślicznotka o zielonych oczach. Kocha muzykę. Jest miła i nieśmiała, ale mimo wszystko uwielbia dobrą zabawę. Studiuje w Londynie.

Danielle Peazer – 24 letnia tancerka o brązowych, kręconych włosach i piwnych oczach, dziewczyna Liama Payne’a z One Direction. Jest bardzo miła, uczynna. Jej najlepszą przyjaciółką jest Eleanor Calder.

Eleanor Calder – 20 letnia modelka, najlepsza przyjaciółka Danielle Peazer, śliczna brunetka o piwnych oczach, dziewczyna Louisa Tomlinsona z 1D. Ma złote serce i jest wielkoduszna. 

Perrie Edwards – 19 letnia blond piosenkarka. Wzięła udział w VIII edycji brytyjskiego X-Factora gdzie połączono ją z 3 innymi dziewczynami w zespół Little Mix, który ostatecznie wygrał tamtą edycję X-Factora. Jest dziewczyną Zayna Malika z 1D.

Taylor Swift -  20 letnia blond piosenkarka o niebieskich oczach. Dziewczyna Harrego Stylesa z 1D.

Niall Horan – Irlandczyk mieszkający z przyjaciółmi w Londynie, ale pochodzi z Mullingar, urodził się 13.09.1993, czyli ma 19 lat, jego ulubiony kolor to zielony, singiel, kocha jedzenie, gra na gitarze, śpiewa w słynnym zespole One Direction. Jest farbowanym blondynkiem o niebieskich oczach. Nialler nie ma żadnej siostry, ale ma starszego brata. Osiągnął sławę w brytyjskim X-Factorze (VII edycji) , gdzie połączony został z 4 innymi chłopakami w zespół.

Louis Tomlinson -  21 letni Brytyjczyk urodzony 24.12.1991 pochodzący z Doncaster mieszkający w Londynie. Ma brązowe włosy i niebieskie czy. Ma 4 młodsze siostry : Fizzy, Lottie, Daisy i Phoebe. Jego dziewczyną jest 20 letnia modelka Eleanor Calder. Sam jest piosenkarzem w zespole One Direction. Uwielbia marchewki, kolor czerwony, bluzki w paski a jego najlepszym przyjacielem jest Harry Styles. Tommo kocha się wygłupiać i chce na zawsze zostać dzieckiem.  Osiągnął sławę w brytyjskim X-Factorze (VII edycji) , gdzie połączony został z 4 innymi chłopakami w zespół.

Harry Styles -  18 latek o kręconych brązowych włosach i szmaragdowych oczach urodzony 1.02.1994. Kocha koty i ma własnego, który ma na imię Dusty i jest czarno biały. Harry ma 2 lata starszą siostrę Gemmę. Ich rodzice rozwiedli się a ich mama Anne Cox wyszła za Robina Twista. Kilka dni po jego 16 urodzinach mama zapisała go na casting do VII edycji brytyjskiego X-Factora , gdzie został połączony z 4 innymi chłopakami w zespół One Direction, który osiągnął niesamowity sukces. Jego dziewczyną jest piosenkarka Taylor Swift. Hazza uchodzi za kobieciarza. Świetnie gotuje, boi się rollercoasterów, uwielbia kolor różowy. Jego najlepszym przyjacielem jest 3 lata od niego starszy Louis Tomlinson. Świetnie się razem dogadują a ludzie nazywają ich Larry Stylinson. Mieszka w Londynie ale pochodzi z Holmes Chapel.

Zayn Malik – brązowooki 19 letni szatyn o niesamowitej urodzie i głosie urodzony 12.01.1992. Boi się wody, uwielbia kolor niebieski. Codziennie ma nową złotą myśl. Ma dość wysoką samoocenę. Jego dziewczyną jest piosenkarka Perrie Edwards, którą poznał w X-Factorze.  Zayn należy do One Direction, gdzie śpiewa. Ma 3 młodsze siostry : Waliyhę, Safaę i Doniyę. Kocha psy. Urodził się w Bradford, a mieszka w Londynie z przyjaciółmi. Często nosi bejsbolówki.  Zayna nazywa się dodatkowo DJ Malik, Bad Boy.

Liam Payne – 19 latek urodzony 28.08.1993 o brązowych czach i włosach. Kocha Toy Story i koszule w kratę oraz kolor fioletowy. Należy do One Direction  i chodzi z tancerką Danielle Peazer. Panicznie boi się łyżek. Mieszka w Londynie ale pochodzi z Wolverhampton. Ma 2 starsze siostry Ruth i Nicole.  W X-Factorze miał 2 audycje i dopiero za 2 razem doceniono jego talent i został połączony z 4 innymi w zespół, który osiągnął sławę międzynarodową. Jest osobą, która nie potrafiłaby kogoś nienawidzić. Najgorszą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobił było nie powiedzenie komuś „na zdrowie” gdy kichnął. To on pilnuje wszystkich chłopaków w zespole, dlatego nazywany jest Daddy Direction.